Przysiądź ze mną na ławeczce




Muszę się przyznać do pewnej przypadłości wędrownej. Otóż ze spacerowania najbardziej lubię na ławkach przysiadanie. Ławeczka ładuje akumulatory, relaksuje, pozwala zanurzyć się w sobie i obserwować świat wokół. Daje szansę na cień lub na słońce, w zależności od tego, gdzie stoi i o której godzinie wyjdziemy jej na spotkanie. Pozwala zamknąć oczy i rozkoszować się szumem mijającego czasu. Można na niej przysiąść i czytać książki, można rozmawiać, uzupełniać kalendarz, robić plany na przyszłość… Ale najlepiej nie robić nic. Na chwilę wstrzymać świat. Takie ławeczkowe momenty są zaskakująco gęste, intensywne. Chętnie wracają przywołane pamięcią w dni bez ławeczek, bez słońca i bez nadziei.

A tę błękitną ławeczkę spotkałam w Toskanii. To kraina obfitująca w miejsca mocy, również ławeczkowe.

Zapatrzyć się w horyzont




Kiedy mam już serdecznie dosyć wszystkich i wszystkiego, otwieram sobie na komputerze zdjęcie morza i odpływam. Precyzyjniej rzecz ujmując, myślę o odpływaniu. Lubię widoki z górskich szczytów, rozległe wyżyny i niziny, pagórki i wzgórza o różnych kształtach i wysokościach, ale tylko bezkres wody sprawia, że mój wewnętrzny świat harmonizuje się i wszystkie elementy trafiają na swoje miejsce. Najlepiej oczywiście usiąść nad brzegiem morza, ale nie zawsze się da. Wtedy musi wystarczyć fotografia. Osobiście wykonana, z własnym wspomnieniem słońca, wiatru i szczęścia. Zapatrzona w morze przypominam sobie, co czułam wtedy, gdy tam naprawdę stałam. I robi mi się cieplej, spokojniej, radośniej.
A to zdjęcie zrobiłam w przepięknym apulijskim miasteczku Vieste, miejscu, gdzie przyroda daje kolory, ludzie dają smaki, a słońce daje szczęście…

Taka miła chwila



Kiedy patrzę na to zdjęcie, widzę przede wszystkim żabę, która się nie boi. Z zaciekawieniem przygląda się bocianowi, który jest tak zajęty sobą, że nic go nie interesuje, nawet potencjalna ofiara siedząca na wyciągnięcie dziobu. Żaba wie, że w tej chwili jest bezpieczna, bo jej odwieczny wróg właśnie podrywa się do lotu, może pomknie ku ciepłym krainom, może wróci za parę chwil. Może wtedy pomyśli o zjedzeniu żaby. Ale teraz jest spokojnie i bezpiecznie. On wzlatuje ku słońcu, ona wygrzewa się na nasłonecznionym brzegu czary fontanny. Szczęśliwy moment, mgnienie oka zatrzymane po kres dni. Lubię to zdjęcie, bo przypomina, że nawet w bezwzględnym świecie zdarzają się chwile ciepłe i dobre.

A bocian i żaba znajdują się w toskańskim Montecatini Terme, w urokliwym parku, po którym przechadzają się kuracjusze i odpoczywający po zwiedzaniu turyści.